piątek, 27 lutego 2015

chapter eight

Audreys's POV
Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające do okna. Jęknąłam cicho, lecz po chwili podniosłam się z łóżka. Justin jeszcze spał, więc nie chcąc go budzić, wyszłam z pokoju. Byłam nieco zdezorientowana poprzednią nocą. Nigdy nie spałam z chłopakiem w jednym łóżku i muszę powiedzieć, że było całkiem miło. Natomiast wszystkie te gesty typu przytulanie, całowanie, seks były mi zupełnie obce i nie potrafiłam odnaleźć się w obecnej sytuacji. To była dla mnie nowość. Po chwili zorienotwałam się, że wciąż stroję pośrodku korytarza. Uśmiechnęłam się głupio, po czym zeszłam do kuchni. Postanowiłam przyrządzić śniadanie dla naszej czwórki. Tak, czwórki. Naprawdę nienawidziłam tej suki Amy, ale nie chciałam psuć atmosfery.
Po dłuższych namysłach stwierdziłam, że zrobię naleśniki. Wychodziły mi one całkiem nieźle. Kiedy zostalśmy sami z tatą bardzo często je jedliśmy. No właśnie- tata. Dzwonił do mnie ubiegłego wieczoru, ale nie odebrałam od niego telefonu. Wysałam mu jedynie krótkiego smsa o treści:
U mnie wszystko dobrze, nie musisz się martwić.
A.
Wiedziałam, że umiera z tej niepewności. Byłam jego jedynym dzieckiem i bardzo się o mnie troszyczył. Szczególnie po śmierci mamy.
-AUDREY, CHOLERA! SPALISZ KUCHNIĘ!- Z zamyślenia wyrwał mnie ryk Ryana, który właśnie podbiegł w moją stronę. Szlag! Kompletnie zapomniałam o naleśnikach, które smażyłam. Ale ze mnie gapa! Natychmiast wyłączyłam palnik.
-Przepraszam- burknęłam zawstydzona. Nagle znikąd zjawiła się Amy, oczywiście już z ogromną tapetą na twarzy i zdzirowatą miniówką.
-Może lepiej ja zrobię śniadanie- powiedział Justin, który pojawił się obok mnie. On jako jedyny uważał tę sytuację za dosyć zabawną.
-Tak, tak będzie lepiej- Ryan uśmiechnął się lekko, po czym podszedł do Amy i zaczął namiętnie ją całować. Gdzie jest, kurwa, jakieś wiaderko?! Zaraz zacznę rzygać.
-Bleeeee, oszczędźcie sobie te pocałunki- fuknęłam. Bieber parsknął śmiechem, a ja zgromiłam go wzrokiem. Czy nawet poranki w jego towarzystwie nie mogą być normalne?
***
Dzień był cholernie ciepły. Siedziałam w salonie z książką w ręku, a obok mnie stał wiatrak, który dawał mi ukojenie w ten upalny dzień. Justin zaś siedział przed telewizorem jedząc chipsy i popijając je colą. Zbliżało się południe i nikt nie miał zamiaru nigdzie wychodzić. No oprócz Ryana i Amy, którzy rozbili namiot w ogródku i uprawiali w nim dziki seks jak to określił Justin. Nie wnikałam w każdym razie. Uważałam to za mega obleśne.
-Nudzi mi się- jeknął Bieber przypominająć małego chłopczyka. Zaśmiałam się cicho.
-Zatem co chcesz robić?- zapytałam go patrząc znad książki. Właściwie mi też się strasznie nudziło.
-Może rozbijemy namiot i będziemy upraw...
-Nie kończ- przerwałam mu chichocząc.- Przecież to obleśne, słyszysz ich jęki?
-Och, skrabie. Gdybyś ty tylko wiedziała co to za przyjemność- Nie mogłam tego znieść, więc rzuciłam w niego poduszką, a następnie wstałam i pomknęłam do naszej sypialni. Wzięłam swoją torbę, do której wrzuciłam dwa ręczniki, krem do opalania i portfel. Weszłam także do łazienki, po drodze wyciągając z walizki szorty i bikini. Ubrałam się we wcześniej wymienione rzeczy, wyglądałam całkiem nieźle. Jednym, szybkim ruchem ściągnęłam z włosów gumkę. Wziąwszy szczotkę, zaczęłam czesać swoje włosy, które opadały kaskadami na moje ramiona. Na głowę zarzuciłam jeszcze kapelusz i wyszłam z łazienki, by potem opuścić także sypialnię oraz pójść do salonu.
-Nie wiem jak ty, ale ja lecę na pobliskie jezioro. Nie ma co marnować pogody. Jeśli chcesz to możesz iść ze mną, a jeśli nie to siedź tu sobie lub dołącz do twoich przyjaciół- powiedziałam to z taką pewnością w głosie, że aż go zamurowało. Otworzył szeroko oczy chyba nie dowierzając, że ja to moje słowa. Ja, Audrey. Ta, która przy Bieberze traciła język w gębie.
-O-okej.
***
Słońce nieźle przygrzewało. Nie tak jak w południe, lecz nieco mniej. Leżałam na kocu opalając przednie partie mojego ciała. Justin właśnie szedł ze sklepu niosąc piwo dla siebie, a dla mnie zimną colę.
Duszkiem wypiłam napój. Byłam cholernie spragniona. Bieber natomiast powoli sączył swój procent. Nie zamieniliśmy ani słowa odkąd tu przyszliśmy. Nie liczę oczywiście pytania czy coś mam ci kupić?, gdy szedł do sklepu.
-Może pójdziemy do wody?- Do moich uszu dobiegł zachrypnięty głos Justina. Awww, cholernie seksowny. Omg, czy ja właśnie pomyślałam o Justinie w ten sposób?
-Okej, skoro nie chcesz iść to sam cię zaniosę!- Zanim zorientowałam się co ma na myśli, wziął mnie w swoje ramiona i wrzucił do wody, po czym sam do niej wskoczył. Och, tak chcesz się bawić? Udawałam, że się topię. Natychmiast zareagował.
-Audrey?! Gdzie jesteś?!- Był zdezorientowany. Wyłoniłam się z wody będąc tuż za nim i wskoczyłam mu na ramiona. Wybuchłam niepohamowanym śmiechem.
-Oj, nawet nie wiesz co zrobiłaś, skarbie. Odpłacisz mi się!- Krzyknęłam po czym zaczęłam szybko płynąć byleby być jak najdalej od niego. Nie minęła nawet minuta, gdy poczułam jak jego silne ręce oplatają moją talię. Byłam przegrana.
-Co chcesz mi zrobić?- Zapytałam z rozbawieniem w oczach. Jego bliskość. Och! Czułam dziwne uczucie tam na dole, cholera. Co jest ze mną?! Justin wyczuł to i szepnął:
-Czuję dokładnie to samo.- Wpił się zachłannie w moje usta, a ja oddawałam każdy jego pocałunek. Objęłam go nogami w pasie pragnąc być bliżej niego. Cichy jęk niespodziewanie wydobył się z moich ust. To było nie do opisania. Chciałam więcej i więcej. Jedną rękę wtopiłam w jego miekkię włosy, a drugą jeździłam po wyrzeźbionym torsie. Całując się, odczułam wybrzuszenie w jego dolnych partiach ciała. Sprawy zaszły za daleko. Przerwałam pocałunek.
-Justin, tu są ludzie- jęknęłam, po czym wydostałam się z jego objęć.

Justin's POV
Siedziedzieliśmy całą czwórką w kuchni zajadając się pizzą. Audrey siedziała wtulona w mój tors, jednak czułem, że nie jest już ona tak zrelaksowana jak wcześniej. Ten pocałunek był cholernie dobry. Żadna dziewczyna nie całowała mnie tak świetnie jak ona. Idioto, o czym ty do cholery myślisz?! Skarciłem sam siebie w myślach. Jestem tu z nią dla zakładu, bo chcę kasy i utarcia nosa Ryanowi. Właśnie tak. Ale z drugiej strony nie wiedziałem czy jestem na tyle znieczlony na ludzkie cierpienia, aby złamać jej serce. Dziewczyna coś do mnie czuła i nie było o czym mówić.
-Hej, czemu nie jesz?- powiedziała cicho Audrey.
-Już się najadłem. Pójdzcie z Amy do stajni, a my tu posprzątamy.- Chciałem się jej pozbyć, musiałem pogadać z moim kumplem o tym idiotycznym zakładzie. Posłałem jej błagające spojrzenie.
-Och, okej.- Dziewczyna wstała z krzesła i ramię w ramię z tą dziwką wyszły z domu. Popatrzyłem na Ryana.
-Co tam, stary?- zagadnął.
-Nie wiem sam czy to jest dobry pomysł z tym zakładem.
-Co ty, wymiękasz?!- kpił .
-Słuchaj, uważam, że ona po prostu nie zasłużyła na takie traktowanie- fuknąłem i zgromiłem go wzrokiem.
-Mogłeś pomyśleć o tym wcześniej!- warknął. -Gdyby nie ten zakład ta suka już dawno byłaby moja! A ty po prostu jesteś frajerem i nie potrafisz nawet przelecieć tej tępej dupy!- ryknął. Moje serce przyspieszyło, a dłonie zacisnęły się w pięśći. Podszedłem do niego i popchnąłem go na ścianę.
-Słuchaj ty idioto. Po pierwsze- nie wyzywaj jej nigdy więcej, bo będziesz, kurwa, biegał po boisku bez jednej łapy.- Uderzyłem go w twarz. Mocno. -Po drugie nie waż się ani razu nazwać mnie frajerem, bo cię wykastruje, skurwielu.-Tym razem dostał w jaja. Jęknął z bólu. Czułem się już wygrany, więc miałem zamiar odejść, lecz ten kutas kopnął mnie w brzuch. Nawet nie wiem kiedy zaczęliśmy toczyć poważną bójkę.
-JUSTIN!- krzyknęła Audrey. Natychmiast rozdzieliła nas obu. Gdyby wzrok mógł zabijać, Ryan zginąłby na miejscu.
***
-Nie wiem o co się pokłóciliście, ale nie powinniście się bić. Agresja do niczego nie prowadzi, Justin. Myślałam, że o tym wiesz.-Siedzieliśmy w naszej sypialni. Audrey usadowiła się na moich kolanach i próbowała oczyścić mi rany. Miałem rozwaloną wargę. Po chwili skończyła, a na jej ustach wymalował się uśmiech.
-Gotowe- oznajmiła i chciała zejść z moich kolan, jednak nie pozwoliłem jej na to.
-Dziękuję. Nie tylko za to, że musiałaś bawić się w pielęgniarkę, ale za to, że nie zadajesz zbędnych pytań.
-Nie ma sprawy. Nie chcę ci się narzucać ani nic.-Zarumieniła się.
-Co jest?- zapytałem, unosząc brwi.
-Nic, po prostu... pomyślałam, że może chciałbyś mnie...eee... no wiesz, p-pocałować- Jej twarz płonęła ze wstydu. Uważałem, iż to bardzo urocze. Przymknąłem powieki i złączyłem nasze usta w pocałunku.
-Właśnie tak?- uśmiechnąłem się szeroko.
-Mhm. Właśnie tak.- I po raz pierwszy wpiła się w moje wargi.
***
To było dziwne. Bo z jednej strony ta bójka z Ryanem pokazała mi, że sprawy poszły za daleko i mógłbym poczuć coś do Audrey. To nie mogło się wydarzyć, więc postanowiłem, że kiedy wrócę do Stratford to pogadam z nim i przeproszę za moje zachowanie. On miał rację. Nie po to się zakładałem, żeby teraz zachowywać się jakby ona coś dla mnie znaczyła. Bo nie znaczy. Nie dopszczę do tego.

Mój przyjaciel wraz z Amy wyjechali zaraz po naszym bliższym spotkaniu. Te pocałunki, czułe gesty tak naprawdę mało znaczyły. Audrey nie należała do łatwych dziewczyn i miała do mnie dystans. Potrzebowałem tej kasy i nie zamierzałem się poddać. Nie teraz kiedy wszystko idzie w dobrym kiernku.  

Owsik: Nie patrzę na datę ostatniego wpisu. Bo to jest po prostu wstyd. Od dzisiaj zabieram się za poprawianie każdego rozdziału, nie ma opieprzania się. Mam nadzieję, że zadowoliłam was rozdziałem. Widzę, że zmalały statystyki. Nie mam o to pretensji, ale hej, jest ktoś jeszcze?:( 
Ola zrobiła sobie przerwę, więc mam nadzieję, że sama dam sobie radę. Mam przypływ weny, to dobry znak. Stwierdziłam, że opowiadanie zacznie także ukazywać się na Wattpadzie! Pogadam jeszcze o tym z Olą. 
Akcja nieco się rozwinęła, ale nie myślcie, że to za szybko! :) Mam jeszcze duużo niespodzianek, ale muszę się sprężyć z pisaniem. Okej, to by było na tyle. Następny wpis będzie o wiele szybciej, serio. Skoro dopadła mnie wena, to zacznę z tego korzystać. 
Co myślicie o rozdziale? 

6 komentarzy:

  1. Ja jestem!
    Mam nadzieję, że jednak Justin zrezygnuje z tego zakładu :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zostałaś przeze mnie no minowana do Liebster Award. Tutaj dowiesz się wszystkiego:
    http://youaremypoison-jbff.blogspot.com/p/blog-page_7.html
    ( Pytania z nominacji 2)
    Pozdrawiam, Alex
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  4. świetne! :)
    dzisiaj zaczęłam czytać twojego bloga i mega mi się spodobał!
    pisz dalej szybciutko! :) masz talent :>
    tymczasem zapraszam do siebie http://art-of-killing.blogspot.com/
    ps. dołączam do obserwowanych i liczę na to samo:)

    OdpowiedzUsuń
  5. *Przepraszam za spam*
    Zapraszam Cię na moje fan fiction o Justinie Bieberze, z nietypową fabułą :)
    http://18th-street-jbff.blogspot.com
    "Życie na ulicy, bez środków do życia i dachu nad głową, nie jest dla słabych. Oni zdołali się o tym przekonać."

    OdpowiedzUsuń